Rodzaje umów w najmie

Być może część z Was zastanawia się nad kupnem mieszkania pod najem, być może część posiada już jakąś nieruchomość otrzymaną w spadku, zakupioną czy pozyskaną jakąś inną drogą. Jeśli zdecydowaliście się na najem bądź rozpatrujecie taką możliwość, możecie się słusznie zastanawiać, jakiego rodzaju umowę wybrać dla swoich lokatorów.

Na dzień dzisiejszy mamy do wyboru 3 rodzaje umów, które możemy podpisać z lokatorami. Są to: tradycyjna umowa najmu lokalu mieszkalnego, umowa najmu okazjonalnego oraz umowa najmu instytucjonalnego.

Pierwszy z nich, klasyczna umowa najmu jest najmniej opłacalną dla wynajmującego formą a całkiem atrakcyjną dla najemcy. Jest to jednak wciąż najpopularniejsza forma najmu w Polsce. Czym się ona wyróżnia?

Jest to umowa cywilno-prawna i podlega pod Ustawę o ochronie lokatorów, co wiąże się z pewnymi ograniczeniami dla wynajmującego.

  1. Nie możemy dowolnie podnosić czynszu. Jedynym powodem jego podniesienia może być inflacja, nie oznacza to jednak możliwości podniesienia czynszu w jakimkolwiek stopniu, tylko proporcjonalnie do stopy inflacji, czyli, w dzisiejszych czasach, prawie wcale.
  2. Nie możemy w dowolnym momencie wypowiedzieć umowy. Jedynie w pewnych wyjątkowych sytuacjach, np. niepłacenia czynszu przez lokatora przez kilka miesięcy. Uwaga! Dotyczy to braku wpłat ze strony lokatora; jeśli płaci, nawet niewiele, nie mamy możliwości wypowiedzenia umowy.
  3. Nie możemy przewidzieć w umowie kar za nieprzestrzeganie zasad czy niestosowne zachowanie.
  4. Nie możemy eksmitować lokatora „na bruk”, eksmisja może być procesem bardzo trudnym – jeśli lokator nie będzie chciał dobrowolnie opuścić mieszkania, potrzebujemy wszelkich podstaw formalnych dla wszczęcia procesu i po uprawomocnieniu się wyroku dopiero możemy wszczynać działania faktyczne, przy czym musi istnieć pewność, że lokator nie wyląduje na ulicy.

Części umowy najmu, o których warto pamiętać to:

  1. Kaucja, która zabezpiecza nas na wypadek niepłacenia czynszu bądź jakichkolwiek zniszczeń. Przeważnie jest równa jedno- lub dwumiesięcznej kwocie czynszu łącznie z opłatami, jednak jest to sprawa indywidualna. Warto przewidzieć kaucję w umowie, ponieważ weryfikuje to wypłacalność lokatora i zabezpiecza wynajmującego przed uszczerbkami.
  2. Kwota i tu warto się zatrzymać. W przypadku ryczałtowej formy opodatkowania warto wyszczególnić w umowie różnego rodzaju opłaty, nie wszystkie z nich będą bowiem stanowić podstawę naszego opodatkowania. Jeśli na ten przykład lokator płaci na nasze konto 2000 złotych, to, jeśli nie rozbijemy w umowie tej kwoty na składowe, odprowadzamy podatek od niej. W przypadku ryczałtu 8,5% będzie to 170 złotych miesięcznie. Jeśli jednak wyszczególnimy 200 złotych za media, 400 złotych za administrację, śmieci i wodę, a 1400 złotych czynszu, to wówczas jedynie 1400 złotych stanowi podstawę, a więc płacimy miesięcznie 119 złotych. Wyraźniejszą jest sytuacja, w której lokal podnajmujemy. Wówczas, dajmy na to, te nasze 2000 złotych może się składać z: 1200 złotych dla właściciela oraz wymienionych wcześniej 200 i 400 złotych – w takim wypadku podstawą naszego opodatkowania jest 200 złotych, co daje 17 złotych miesięcznie. Wtenczas w kieszeni zostaje nam 183 złote, podczas gdy w przypadku nierozbicia tej kwoty w umowie, w kieszeni zostawałoby nam 30 złotych – w końcu podstawą naszego opodatkowania byłyby 2000 złotych.
    Uwaga! Podnajmowanie lokalu wymaga zgody właściciela bądź pełnomocnika przewidzianej w umowie podpisanej przezeń z nami.
  3. Sprawa mediów – przeważnie umowa przewiduje przepisanie umów z dostarczycielami mediów na lokatora, wówczas niezależnie od tego, czy ktoś u nas mieszka czy nie mieszka, odpowiedzialność za rozliczenia leży po stronie najemcy.
  4. Określenie czy umowa jest na czas określony czy nieokreślony. Jest to o tyle ważne, że inne przepisy dotyczą umowy na czas określony, inne zaś na czas nieokreślony. Łączy się to choćby z okresem wypowiedzenia umowy.

Kolejnym rodzajem umowy jest umowa najmu okazjonalnego.

Najem okazjonalny został wprowadzony w 2009 roku jest umową notarialną dla osób prywatnych, to znaczy, że możemy z niej skorzystać, jeśli prowadzimy najem prywatny, a nie w ramach działalności. Czym się charakteryzuje?

  1. Umowa jest podpisywana u notariusza, za którego usługi, zgodnie z ustawą, płaci wynajmujący (przeważnie jednorazowo 250-300 zł). Przyszły lokator podaje notariuszowi adres lokalu, do którego, w razie wypowiedzenia naszej umowy, może się przeprowadzić.
  2. Nie podlega Ustawie o ochronie lokatorów.
  3. Możemy dowolnie zmieniać czynsz najmu.
  4. Możemy uwzględnić kary.
  5. Możemy wypowiedzieć umowę w każdej sytuacji przewidzianej umowy.

Ostatnim typem jest wynajem instytucjonalny.

Umowa wynajmu instytucjonalnego jest bardzo podobna do umowy najmu okazjonalnego. Uogólniając różni się tym, że nie jest to opcja dla osób prywatnych, ale dla osób, prowadzących najem w ramach działalności gospodarczej, oprócz tego różni się punkt pierwszy. Jak więc wyglądają główne cechy tego rodzaju umowy?

  1. Umowa jest podpisywana u notariusza, za którego usługi, zgodnie z ustawą, płaci wynajmujący (przeważnie jednorazowo 250-300 zł). W przeciwieństwie do umowy najmu okazjonalnego przyszły lokator nie musi podawać notariuszowi adresu lokalu, do którego, w razie wypowiedzenia naszej umowy, może się przeprowadzić. W praktyce oznacza to, że nie dotyczą nas jakiekolwiek komplikacje związane z takim lokalem (np. jego sprzedaż czy jakikolwiek inny powód niemożności przeprowadzenia się doń lokatora) i w przypadku potrzeby eksmisji, możemy eksmitować go np. do hotelu robotniczego, gdzie po upływie terminu jego pobytu jego dalsze losy nie dotyczą nas już wcale w sensie prawnym.
  2. Nie podlega Ustawie o ochronie lokatorów.
  3. Możemy dowolnie zmieniać czynsz najmu.
  4. Możemy uwzględnić kary.
  5. Możemy wypowiedzieć umowę w każdej sytuacji przewidzianej umowy.

Polecamy zapoznać się dobrze w każdej sytuacji ze wzorem umowy, z którego chcemy skorzystać i edytować naszą umowę zgodnie ze swoimi potrzebami. Zwróćcie uwagę na rodzaj podpisywanej umowy oraz przemyślcie formy opodatkowania, o których pisaliśmy tu. Powyżej, przy okazji omawiania struktury umowy najmu, zwróciliśmy uwagę na ważne zagadnienie podatkowe w przypadku wybrania ryczałtu. Powodzenia!

Materiał powstał dzięki dofinansowaniu z NIW-CRSO w ramach programu PROO.

Liberalizacja prawa odnośnie narkotyków na świecie

Część narkotyków, czyli środków psychoaktywnych, było znanych człowiekowi od zarania dziejów, część odkryto w czasach nam współczesnych, a z powodu poszukiwania luk prawnych, każdego roku powstają nowe.

Historia delegalizacji narkotyków sięga XX wieku i jest związana z zapoczątkowaną w USA nagonką na konopie, o czym szerzej pisaliśmy w naszym artykule o historii i sytuacji konopi na świecie.

Większość klasycznych narkotyków odkryto bądź zaczęto używać w medycynie jeszcze przed używaniem ich w celach rekreacyjnych. W kontekście medycznym wiele substancji uznanych za narkotyki i zdelegalizowanych w niektórych krajach ma się czym pochwalić. Między innymi z tego względu następuje na świecie swego rodzaju odwilż znana jako liberalizacja narkotyków.

Badania dowodzą, że konopie pomagają w walce z ADHD, a także, jak donosi raport WHO „zmniejszają proliferację komórek rakowych” oraz hamują “migrację komórek rakowych i angiogenezę w wielu typach komórek nowotworowych”, oprócz tego mogą zmniejszać ból, wspomagać sen i poprawiać funkcje motoryczne u osób z chorobą Parkinsona w zależności od profilu kannabinoidowego. Ponadto pomaga w łagodzeniu objawów jaskry, stwardnienia rozsianego czy zanikowego bocznego.

Stwierdzono również pomocne działanie substancji psychodelicznych zawartych np. w grzybach halucynogennych w walce z alkoholizmem.

Zastosowanie medyczne substancji psychoaktywnych nie jest jednak jedynym powodem decyzji niektórych rządów o liberalizacji prawa narkotykowego. Nie mniej ważną przesłankę stanowią statystyki mówiące o nieskuteczności rozwiązania, jakim jest prohibicja. Nie bez znaczenia są tu również jej negatywne skutki, takie jak rozwój zorganizowanej przestępczości czy zagrożenie życia lub zdrowia spowodowane brakiem rzetelnych informacji odnośnie substancji dostępnych na czarnym rynku bądź znacznym ich zanieczyszczeniem.

Narkotyki najczęściej dzieli się na twarde i miękkie. Różnią się tym, że te pierwsze uzależniają fizycznie, drugie zaś nie mają takich właściwości. Do narkotyków twardych zaliczamy wedle takiej definicji między innymi: heroinę (i inne opiaty), kokainę czy amfetaminę, do miękkich natomiast między innymi: marihuanę, haszysz, LSD, grzybki halucynogenne czy MDMA (ecstasy).

Liberalizacja prawa narkotykowego może odbywać się na dwa sposoby: na drodze legalizacji (lub relegalizacji) oraz na drodze dekryminalizacji.

W pierwszym przypadku oznaczałoby to z grubsza powrót do stanu rzeczy sprzed XX wieku, tj. zniesienia wszelkich zakazów i obostrzeń w kontekście posiadania, wytwarzania czy dystrybucji wszelkich substancji psychodelicznych. Istnieją jednak propozycje, aby narkotyki podlegały systemowi kontroli rządu, dzięki czemu istniałaby możliwość wprowadzenia np. ograniczenia wiekowego, obowiązku wprowadzenia odpowiednich informacji co do substancji i ich stężenia czy zakazu sprzedaży osobom nietrzeźwym.

W przypadku dekryminalizacji mamy natomiast do czynienia ze złagodzeniem obowiązujących przepisów, co wiąże się przede wszystkim z rezygnacją ze ścigania osób posiadających nieznaczne ilości danej substancji lub z wprowadzeniem kary grzywny lub innych kar zamiast kary pozbawienia wolności. Pozwoliłoby to na skupienie organów ścigania na rozbijaniu większych gangów, a ograniczeniu kosztów związanych ze ściganiem drobnych użytkowników substancji psychoaktywnych (co dotyczy nie tylko samych interwencji ale całej biurokracji, która jest kosztowna).

Które kraje liberalizują prawo narkotykowe?

Większość osób wie, że prawo narkotykowe w Holandii od dawna jest dość liberalne. Prawnie można posiadać w niej do 5 gramów marihuany lub haszyszu, pół grama kokainy oraz heroiny, jedną pigułkę ecstasy lub poniżej 5 ml GHB. Narkotyki te są do nabycia przez osoby pełnoletnie w wyspecjalizowanych sklepach – coffeshopach. Nie są również ścigane w Niderlandach hodowle konopi do 5 roślin.

Dużym przełomem w prawnym świecie narkotyków była dekryminalizacja wszystkich substancji psychoaktywnych w Portugalii. Od 2001 roku posiadanie niewielkich ilości jakichkolwiek narkotyków grozi jedynie grzywną lub skierowaniem na leczenie. Zdecydowanie się na politykę „redukcji szkód„, czyli zminimalizowania społecznych szkód ponoszonych przez narkotyki, wynikło z rosnącej powszechności twardych narkotyków po rewolucji w 1974 roku. W 1999 niemal 1% Portugalczyków był uzależniony od heroiny. Od czasu dekryminalizacji narkotyków dzięki traktowaniu sprawy narkotyków wyłącznie jako sprawy zdrowia społecznego spadła ilość zakażeń HIV na drodze dożylnego używania substancji psychodelicznych, zmniejszył się odsetek osób młodocianych używających narkotyków, a najwidoczniej spadła liczba zgonów spowodowanych przedawkowaniemw tym momencie jest to drugi, tuż po Rumunii, kraj z najmniejszą liczbą zmarłych z przedawkowania osób na milion obywateli (3 osoby na milion obywateli).

Aktualnie używać marihuany można na Ukrainie, natomiast produkcja, przewóz czy dystrybucja są zakazane. W Czechach posiadanie do 15 g marihuany lub 1,5 g heroiny nie spotyka się z konsekwencjami prawnymi. Wiele krajów Ameryki Południowej wprowadziły legalizację narkotyków kontrolowanych przez rząd w celu walki z przestępczością. W niektórych Stanach USA posiadanie marihuany jest dozwolone, w Kanadzie natomiast zarówno posiadanie jak i wytwarzanie do 4 roślin na dom na własny użytek są legalne. Od bieżącego roku posiadanie i wytwarzanie do 2 roślin konopi jest możliwe również w Australii.

Medyczna marihuana cieszy się ostatnio dużą popularyzacją. Zalegalizowano ją w 23 krajach, części stanów USA i Australii, zdekryminalizowano w 13 państwach. Jednym z krajów, które zalegalizowały medyczne konopie, jest Polska.

Dzięki legalizacji czy dekryminalizacji konopi w niektórych stanach USA oraz w Meksyku (stwierdzono, że zakaz marihuany jest niezgodny z konstytucją) spadła intratność przemytu i sprzedaży narkotyków na czarnym rynku a także zmniejszenie spożycia tzw. dopalaczy przez młodocianych.

Pokazane przykłady liberalizacji prawa w odniesieniu do narkotyków dają pozytywne efekty społeczne. Polityka „redukcji szkód” wygląda obiecująco i, jak na razie, sprawdza się w praktyce we wszystkich krajach, które się jej podjęły.

Materiał powstał dzięki dofinansowaniu z NIW-CRSO w ramach PROO.

Nowoczesne rozwiązania w najmie krótkoterminowym jako pomysł na biznes

Wynajem krótkoterminowy jest znany człowiekowi od tysiącleci poczynając od karawanseraj (gospód dla karawan kupieckich) poprzez hospicja, zajazdy, stacje pocztowe aż po hotele i amerykańskie salony a także nowoczesne sposoby odpłatnego udostępniania wynikłe z powszechności Internetu oraz globalizacji.

Wiele osób odchodzi dziś od XX-wiecznej koncepcji anonimowości gościa hotelowego. Mimo że wciąż jest to popularny sposób podróżowania, to powstały platformy, które pozwalają na poznanie gospodarza w zależności od chęci i promują dzielenie przestrzeni połączone z budowaniem relacji bądź dzieleniem doświadczeń gościa i gospodarza. Chyba najpopularniejszym portalem tego typu jest airbnb, gdzie można znaleźć zarówno nocleg jak i lokalne (teraz również online) atrakcje.

Portale pozwalające na podróżowanie poprzez aplikacje czy portal, które stanowią swego rodzaju bazę ofert i są pośrednikiem między gospodarzem a gościem cieszą się popularnością prawdopodobnie głównie ze względu na niezaprzeczalnie szeroki wachlarz ofert nie tylko w danym regionie, ale często na całym świecie, prostotę korzystania oraz, przynajmniej w przypadku airbnb, finansowego zabezpieczenia zapewnianego przez platformę.

Oprócz finansowego zabezpieczenia rozwiązanie, jakim jest stworzenie oferty na którejś z platform, jest swego rodzaju optymalizacją wydatków na reklamę, nie płacimy bowiem za marketing jednorazowo dużej ilości pieniędzy, a jedynie dzielimy się przychodem z platformą, która w zamian oferuje nam dostęp do milionów użytkowników z całego świata. Potem pozostaje tylko zorientować się, według jakiego algorytmu strona nas pozycjonuje.

Ogólnie rzecz ujmując każdy z algorytmów ma za zadanie sortować oferty według najlepszej gościnności, jest to jednak termin relatywny i warto się przyjrzeć, która ze stron jakie czynniki bierze pod uwagę. Dokładne dane na ten temat są poufne, natomiast w sieci da się znaleźć pewne wskazówki od osób, które badają to zagadnienie głębiej. Do wytycznych należą przeważnie między innymi: jakość, ilość i kolejność zdjęć; aktualizacja kalendarza; ilość anulowanych przez gospodarza rezerwacji czy „adekwatność” ceny.

Najpopularniejszymi platformami na rynku są dziś: booking.com, airbnb, Expedia czy, w przypadku podróży na terenie Polski, eholiday.pl. Każda z nich ma nieco inny profil i charakteryzuje się inną gamą możliwości. Airbnb, na przykład, stawia na budowanie społeczności, booking.com na formalny profesjonalizm. Są też pewne ograniczenia, np. eholiday sprowadza się do podróży po Polsce, a Expedia ma jedynie 3 warianty językowe: angielski, hiszpański i chiński uproszczonyl; eholiday dla porównania 4, a airbnb czy booking po kilkadziesiąt.

O czym należy pamiętać?

Oczywiście o regulacjach prawnych i podatkach. Jeśli chcemy legalnie wynajmować część naszej przestrzeni, musimy najpierw sprawdzić, na jakich zasadach możemy to zrobić w danym kraju. Rozważamy napisanie artykułu o różnicach w zasadach wynajmu krótkoterminowego w Polsce i w Niemczech, dajcie znać, czy Was to interesuje, natomiast słowem ciekawostki: w Niemczech niezgodne z prawem jest wynajmowanie przestrzeni, której właścicielem nie jesteśmy, z tego powodu znaczna część ofert dostępnych na rynku jest prowadzona „na czarno”. W Polsce istnieje możliwość przewidzenia w kontrakcie możliwości podnajmu lokalu bądź jego części, co daje nam przepustkę do czerpania korzyści z przestrzeni, która do nas nie należy, bądź zminimalizowania kosztów życia.

Kolejną kwestią jest zagadnienie prowadzenia najmu w ramach działalności gospodarczej lub poza nią. Do roku 2019 zagadnienie to było zupełnie relatywne, gdyż pozostawało niedoprecyzowane prawnie, indywidualne orzeczenia sądów także różniły się w zależności np. od regionu. Od 2019 sądy są raczej zgodne, że podnajmowanie nawet jednego pokoju na doby przy użyciu którejś z wymienionych platform, a więc, jakby nie było, w sposób zorganizowany, wymaga zarejestrowanej działalności gospodarczej.

Co z podatkami?

Inne formy opodatkowania są dostępne dla najmu prowadzonego w ramach działalności (pisaliśmy o tym tu), inne dla najmu prowadzonego poza nią, w tym wypadku jednak interesują nas tylko te pierwsze, mianowicie opodatkowanie na zasadach ogólnych (skala podatkowa: 18% lub 32% dochodu) oraz podatek liniowy (19% dochodu).

Czy warto korzystać z nowoczesnych modeli wynajmu krótkoterminowego?

Jeśli nie mamy bazy klientów, którzy zapełnią nasz kalendarz swoimi pobytami, to raczej tak. Ograniczymy dzięki temu trudne początki (część portali wspiera swoich nowych członków, wyróżniając ich oferty, bądź proponując gospodarzom wprowadzenie specjalnych promocji dla pierwszych gości) oraz zoptymalizujemy wydatki na reklamę.

Oprócz tego warto zwrócić uwagę na oferowane zarówno gospodarzom jak i gościom zabezpieczenie finansowe, co robi między innymi airbnb (do 1 000 000 $). W praktyce minimalizuje to ryzyko niewypłacalności gości w przypadku zniszczeń – jeśli gość nie chce zrekompensować strat, robi to portal zgodnie z przeprowadzonymi z gospodarzem negocjacjami.

Kolejnym z aspektów jest promowanie polityki danego portalu czy bycie częścią społeczności – podróżowanie i przyjmowanie gości przez airbnb daje często możliwość nawiązania nowych znajomości, co może być wartościowe zarówno w kontekście towarzyskim jak i networkingowym.

Czy trzeba się decydować na jeden z portali?

Nie. W tym momencie istnieje wiele synchronizatorów kalendarzy, tj. platform czy aplikacji, które pozwalają na synchronizację kalendarzy z kilku platform w celu uniknięcia zdublowanych rezerwacji – nikt nie chciałby mieć sytuacji, w której goście z Nowego Jorku rezerwują ofertę zarezerwowaną już uprzednio przez gości z Neapolu, taki chaos obniżyłby komfort gości, a w efekcie również nasze statystyki.

Wyłączność może być wyborem, jeśli któryś z portali oferuje uznanie naszej oferty za luksusową, objętą specjalną kategorią, jeśli spełnimy odpowiednie wymagania, w tym zobowiązanie się do wystawienia oferty jedynie na tym portalu. Wówczas, jeśli przynosi nam to wystarczające profity, możemy się takiej wyłączności podjąć.

Niektóre platformy automatycznie zajmują się obsługą księgową gości, dzięki czemu np. na airbnb nie musimy wystawiać gościom rachunków – portal robi to za nas w formie elektronicznej.

Tworzenie ofert na platformie może dawać dużo satysfakcji. Oprócz tego podczas naszej przygody z przyjmowaniem gości część portali motywuje nas i chwali za sukcesy – jest to również wartością dodaną.

Mamy nadzieję, że zagadnienie omówionych przez nas sposobów na najem krótkoterminowy zostało przez nas przedstawione w wystarczającym stopniu, abyście mogli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest to coś dla Was, a jeśli już się tym zajmujecie, być może dostaliście jakąś wskazówkę. Piszcie, jakie zagadnienia dotyczące najmu są dla Was zajmujące, a postaramy się o nich napisać!

Materiał powstał dzięki dofinansowaniu z NIW-CRSO w ramach PROO.

Białoruś – czy naszych wschodnich sąsiadów czeka scenariusz Ukraiński?

Mimo że od początku przebieg wydarzeń na Białorusi wydawał się oczywisty i oficjalne wyniki dające władzę Łukaszence nikogo nie zaskoczyły, to jednak w kraju naszych wschodnich sąsiadów dzieją się aktualnie rzeczy, które po raz pierwszy w najnowszej historii tego kraju mogą stać się dla niego przełomem. Scenariusze dla rozwoju tej sytuacji w naszej ocenie są trzy. Poniżej przedstawiamy analizę wydarzeń w państwie Łukaszenki.

Powtórka z historii, czyli czy nic się nie zmieni?

Analizując przebieg wyborów prezydenckich na Białorusi, warto cofnąć się do wydarzenia z 2010 roku, kiedy Aleksandr Łukaszenka w podobny sposób obejmował kolejną kadencję na fotelu prezydenta. Również wtedy wyniki spotkały się z powszechną krytyką, a na ulice, podobnie jak teraz, wyszli demonstranci. Wtedy również na ulice wyszło wojsko i służby bezwzględnie rozprawiające się
protestującymi, które skutecznie stłumiły społeczne niezadowolenie i zapewniły bezpieczeństwo Łukaszence na kolejne lata. Czy taki scenariusz jest możliwy również obecnie? Jak najbardziej, można się spodziewać, że, zastraszając i krwawo tłumiąc obywateli pozbawionych pomocy, prezydent Białorusi znów zwalczy protestujący naród białoruski, a sytuacja po kilku tygodniach, a może nawet dniach wróci do normy; na Białorusi nic się nie zmieni. Jednak tym razem pojawiają się nowe czynniki, których 10 lat temu zabrakło…

Białoruski Majdan

Przede wszystkim, patrząc na tegoroczne wybory, należy dostrzec ogromną frekwencję, z jaką Białorusini udali się do urn, deklarując sprzeciw wobec władzy. Oczywiście jedynym oficjalnym źródłem wyników jest państwowa uzależniona od władzy komisja wyborcza, która daje Łukaszence niemal 80% w wynikach wyborczych, jednak w taki rezultat wyborów nikt już nie wierzy. Niezależne źródła donoszą, że faktyczne poparcie dla urzędującego prezydenta mogło wynieść ok. 30% głosów. Zatem widać zmianę, jaka zaszła w białoruskim społeczeństwie. Dotychczas Łukaszenka fałszował wybory pomimo tego, że jego poparcie było wciąż stabilnie wysokie. Tym razem bez oszustwa wyborczego jego reelekcja byłaby niemożliwa. Naród jednoznacznie pokazał mu w wyborach czerwoną kartkę, co w takiej skali wydarzyło się pierwszy raz od momentu kiedy niemal 30 lat temu objął on urząd. Również skala protestów, strajki i widoczna determinacja społeczeństwa są zauważalne. Do tego przyczynił się dodatkowy czynnik, jakim jest Internet. Białoruskie władze podjęły przy okazji tych wyborów wyjątkowe starania, aby odciąć naród od informacji, powszechnym stało się wyłączanie i ograniczanie sieci Internetowych. Dzieje się tak, ponieważ jest to czynnik, który absolutnie władze białoruskie zaskoczył. Narracja, jakiej używa Łukaszenka i jego polityczne otoczenie od lat 90. się nie zmieniła i, o ile kiedyś stosowana przez władzę propaganda była skuteczna, to dziś nie jest już w stanie trafiać do społeczeństwa. Młodzi ludzie podróżujący już nie tylko Rosji jak poprzednie pokolenia, ale przede wszystkim na zachód, bardziej sceptycznie podchodzą do państwowej narracji i są w stanie samodzielnie wyszukiwać i dzielić się informacjami. Dzięki temu są lepiej poinformowani i bardziej zdeterminowani
do działania, co widać dziś na ulicach białoruskich miast. Czy wystarczy im tej determinacji, aby powtórzyć scenariusz ukraiński i doprowadzić do ustąpienia Łukaszenki?

Zdecydować może zagranica

Przede wszystkim decydujący wpływ może mieć to, jak zareagują pozostałe państwa. Jeżeli pozostaną one bierne wobec aktualnych wydarzeń, najbardziej prawdopodobnym wydaje się pierwszy scenariusz, tzn. nic się nie zmieni. Pozostawieni sami sobie obywatele najprawdopodobniej nie poradzą sobie w nierównym starciu z uzbrojoną armią coraz brutalniej obchodzącą się z demonstrantami. Tu również należy wskazać na skuteczność prezydenta Łukaszenki w tej kwestii. Stworzył on system, w którym stan zamożności i ogólnego życia oficerów jest zdecydowanie wyższy niż przeciętnych obywateli. Stad też bierze się ich bezwzględna wierność białoruskiej władzy i gotowość do stosowania brutalnych rozwiązań wobec opozycji. Jeżeli zachód obudzi się i postanowi wesprzeć demonstrantów mają oni szanse na zakończenie wszechwładzy Łukaszenki. Jednocześnie, patrząc na aspekt międzynarodowy, warto również zwrócić uwagę na ryzyko, jakie się z tym wiąże. Podczas wydarzeń ukraińskich ich globalną konsekwencją była wojskowa ingerencja Rosji. Taki, trzeci scenariusz również jest możliwy i niezwykle niebezpieczny. Jak pokazała historia destabilizacja polityczna sąsiadów jest jednym z ulubionych uzasadnień Władimira Putina do rozpoczynania operacji wojskowych i ingerencji w suwerenność innych państw. W przypadku, gdy obecny białoruski porządek upadnie, całkiem realnym wydaje się sytuacja, w której ,,w obronie” rosyjskiej mniejszości na Białorusi pojawią się rosyjskie czołgi. Z punktu widzenia interesu Polski będzie to scenariusz najgorszy.

Autor: Marek Greczek

Historia i sytuacja konopi na świecie

Temat legalności konopi jest szeroko poruszany w świecie od wielu lat. Większość z nas wie, że posiadanie, wytwarzanie czy udzielanie konopi indyjskiej w jakiejkolwiek formie jest w Polsce nielegalne i uważane za przestępstwo. Jednak czy zawsze tak było? Jaka jest historia tej rośliny, jak wygląda dziś sytuacja na świecie i jakie tendencje obserwujemy?

Na początku konopia służyła naszemu gatunkowi jako wartościowy materiał. Była używana przez człowieka już w 8000-7000 r. a.Ch. ze względu na jej włókno do produkcji tkanin, a także do produkcji lin i powrozów na terenie Chin w okresie Epoki Wiosen i Jesieni. Pierwsze ubrania w Europie produkowano w 4000 r. a.Ch. długo przed stosowaniem w tym celu bawełny. Pierwsze warsztaty przetwarzające włókno konopne powstały w Egipcie prawdopodobnie na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia a.Ch. W I w. p.Ch. Chińczycy zaczęli używać konopii do produkcji papieru. W czasach nowożytnych konopia była wciąż bardzo powszechnym materiałem, W 1563 r. Królowa Elżbieta I nakazywała co majętniejszym w ziemię ziemianinom hodowlę konopii w celu uposażania floty w liny i tkaniny. Już w 1564 r. z rozkazu króla hiszpańskiego, Filipa wszystkie kolonie hiszpańskie są zobowiązane do uprawy konopi. W historię wykorzystania konopi jako materiału wpisuje się również pierwsza i druga wersja niepodległości Stanów Zjednoczonych, która również została sporządzona na papierze konopnym.

Pierwsze zachowane dokumenty poświadczające zastosowanie konopi w medycynie sięgają przełomu XXVIII i XXVII w. a.Ch. i wypływają spod pióra jednego z chińskich ojców medycyny, Shena Nunga. Z około 550 r. a.Ch. pochodzi też sporządzony przez perskiego proroka, Zoroastra, wykaz dziesięciu tysięcy roślin leczniczych, na którym konopia jawi się jedną z pierwszych. Konopia była stosowana w medycynie również w czasach nowożytnych, w medycynie konwencjinalnej zawitała w roku 1839, gdy W. B. O’Shaughnessy rozpoczął jej stosowanie przeciw bólom reumatycznym, kolce jelitowej u dzieci czy bólom tężcowym. Dopatrywano się również pozytywnego wpływu konopii na zdrowie w leczeniu psychiatrycznym, jednym ze zwolenników takiego zastosowania kanabisu był francuski psychiatra, Jean-Jacques Moreau de Tours.

Wzmianki o konopi w kontekście religii pojawiają się ok. 2000 r. a.Ch. w Athen-Verdzie, hinduistycznej księdze, w której określona jest jako jedna z 5 świętych roślin. Obyczaje dotyczące konopi pojawiają się również bliżej naszego położenia geograficznego, gdzie około 1000 r. a.Ch. zamieszkujący nadwołżańskie ziemie Scytowie palili w ogniskach pozostałe po obróbce kwiaty żeńskie, wdychając powstający dym. Ci sami Scytowie mieli wykorzystywać konopie w rytuałach pogrzebowych swoich wodzów, co zostało opisane ok. V w. a.Ch. W 800 r. p.Ch. Mohamed, muzułmański prorok, daje przyzwolenie na palenie konopi, zakazuje natomiast spożycia alkoholu.

Konopie miały jednak swoich przeciwników. W 1484 r. papierz Innocenty VIII zakazał stosowania konopi w medycynie, ogłaszając ją używką heretyków. Również w XIX w. w Lidze Narodów pojawiły się głosy przeciwko kanabisowi, które zapoczątkował Egipt w 1868 roku, zakazując jej spożycia. W 1910 r. biała mniejszość rządząca w Afryce Południowej zakazuje używania kannabisu, co w efekcie uniemożliwia tubylcom odprawianie rytułałów religijnych. W 1895 roku angielski parlament powołał komisję, która miała zbadać zjawisko powszechnego spożycia konopi w koloniach angielskich. We wnioskach komisja jednoznacznie stwierdziła brak właściwości uzależniających oraz brak negatywnych dla zdrowia rezulatów spożycia konopi, przeciwnie, stwierdzono w związku z nim pozytywne efekty emocjonalne i społeczne.

Najważniejszą dla naszej kultury w swoich skutkach jest jednak historia konopi w Stanach Zjednoczonych. W XVIII w. plantacje konopi są bardzo powszechne w Ameryce, uprawiają je nawet ojcowie założyciele T. Jefferson i G. Washington, ten drugi brał nawet udział w oddzielaniu roślin różnych płci, co jednoznacznie świadczy o przeznaczeniu roślin do spożycia – żeńskie osobniki wytwarzają więcej substancji aktywnych, zwłaszcza niedopuszczone do zapylenia.

Co więc stało się przyczyną fali delegalizacji konopi w naszym świecie?

W latach ’20 XX w. w Stanach Zjednoczonych głównym producentem papierniczo-włókienniczym był koncern DuPont, producent papieru drzewnego, a potem również Rayonu, pierwszego włókna sztucznego. W 1899 r. Henry Timken, fabrykant i wynalazca zaproponował innemu wynalazcy, Georgeowi Schlichtenowi sfinansowanie projektu maszyny, mającej oddzielać włókno od miąższu, co miało w bezpieczny dla środowiska sposób umożliwić produkcję papieru konopnego na masową skalę. Osiemnaście lat później projekt jest gotowy, a Timken przekazuje Schlichtenowi 100 akrów (ok. 40,5 ha) ziemi pod uprawę konopi.

Nie uśmiecha się to jednak DuPontowi, ze względu na wyspecjalizowanie w papierze drzewnym. Papier konopny jako produkt tańszy stanowiłby dużą konkurencję, a przez to realne zagrożenie dla przedsiębiorstwa. W związku z tym koncern musi powziąć strategię niwelującą konkurencję. Jedną z możliwości jest opracowanie technologii i bycie o krok do przodu w produkcji papieru konopnego, drugim – nagonka na konopie.

W tym samym czasie William Rundolph Hearst, który również bogacił się na produkcji papieru drzewnego, wypuszcza swoją gazetę, w której publikuje paszkwile na temat konopi i ukazuje w niej obraz wywołanych przez kanabis szaleństwa, przemocy i śmierci. Harry J. Anslinger, przyszły mąż siostrzenicy Andrewa Mellona będącego Sekretarzem Skarbu Stanów Zjednoczonych i jednocześnie bankierem DuPonta, kandyduje na stanowisko szefa powstałego po prohibicji Federalnego Biura d/s Narkotyków. Mellon akceptuje jego kandydaturę. Przez kolejne lata Anslinger prowadzi radykalnie antykonopną politykę, obwiesza miasto plakatami przedstawiającymi canabis jako szatański narkotyk i używa gazet Haersta. W 1937 Ausling mówi na Kongresie, że „marihuana jest jednym z narkotyków wywołujących najsilniejszą agresję i przemoc”. (W 1948 twierdzi już na tym samym Kongresie, iż nastraja ona ludzi pokojowo i może zostać wykorzystana do osłabienia ducha walki młodzieży amerykańskiej przez komunistów.)

Propaganda odnosi sukces i w tym samym roku (1937) w 46 stanach marihuana zostaje zdelegalizowana. Co ciekawe członkowie Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego stanowczo sprzeciwiali się takiemu rozwiązaniu, twierdząc, że przepisy te pozbawią społeczeństwo jednego z najbardziej obiecujących leków. DuPont otrzymawszy patent na szkodliwą dla środowiska technologię wytwarzania papieru drzewnego oraz patent na produkowanie tworzyw z ropy naftowej momentalnie osiąga zyski.

Za propagandą USA poszedł prawie cały świat. W 1961 r. 60 państw podpisuje konwencję narkotykową, na mocy której canabis ma być wykluczony z użycia przez kolejne 25 lat.

Rządy Johna F. Kennedyego mogły być obiecujące dla sprawy legalizacji konopi, jak się potem okazało, miał on w planie na drugą kadencję projekt przywrócenia canabis do użytku, został jednak zabity w zamachu, zdążył natomiast wysłać Anslingera na emeryturę po jego próbie ocenzurowania książki prof. Alfreda Lindsmitha pt. Osoba uzależniona a prawo.

„Medical World News” ogłosiło w latach ’70, że „Marihuana(…) jest prawdopodobnie najlepszym środkiem na epilepsję znanym współczesnej medycynie.” W odpowiedzi Dr. Heath przeprowadził na zlecenie rzadu USA badanie, które miało na celu wykazać, jakoby marihuana uszkadzała mózg. Badania wykazały uszkodzenie mózgu u rezusa, nie było ono jednak spowodowane marihuaną, a brakiem tlenu i zatruciem tlenkiem węgla – badanie polegało na podaniu rezusowi przez maskę gazową dawkę dymu odpowiadającą ponad 60 jointom w ciągu 5 minut. Wciąż nie wykazano żadnych negatywnych skutków palenia konopii, mimo że wyniki badań służyły narracji o szkodliwości.

Od tamtej pory zalegalizowano lub przynajmniej złagodzono podejście do konopi w wielu miejscach na ziemi, w tym w wielu stanach USA. Ponadto WHO opublikowało raporty dowodzące o braku negatywnego wpływu konopi na zdrowie.

Jak sytuacja wygląda dziś?

Dziś dla użytku rekreacyjnego canabis może być stosowany w 4 krajach oraz w 2 jest to różnie rozpatrywane. Do tych dwóch należą Stany Zjednoczone oraz Australia. W zależności od jednostki administracyjnej, kwestia ta ma inne rozwiązanie prawne. 24 państwa postanowiły natomiast zdekryminalizować konopie. Pozostają one nielegalne w 48 krajach. Co do 101 krajów nie mamy danych.

Legalizacja ma się lepiej w przypadku konopi medycznej, którą zalegalizowano w 23 krajach oraz częściach Stanów Zjednoczonych i Australii, zdekryminalizowana została natomiast w 13 krajach. Pozostaje nielegalna w 54 krajach.

Najnowsze informacje:

W 2018 r. WHO opublikowało raport, z którego wynika, że CBD jest kannabinoidem zapewniającym pacjentom korzyści zdrowotne o niskim ryzyku. To zostało jednak jedynie potwierdzone.

Z informacji nowych czytamy, że nikt nigdy nie zmarł od przedawkowania marihuany, a przesłanki o ryzyku wystąpienia niekorzystnych zaburzeń sercowo-naczyniowych są zdyskredytowane.

Ponadto, co ważne, w raporcie stwierdzono, iż kannabinoidy “zmniejszają proliferację komórek rakowych” oraz hamują “migrację komórek rakowych i angiogenezę w wielu typach komórek nowotworowych”, oprócz tego mogą zmniejszać ból, wspomagać sen i poprawiać funkcje motoryczne u osób z chorobą Parkinsona w zależności od profilu kannabinoidowego.

W kontekście zastrzeżeń przedstawiono możliwe negatywne skutki stosowania konopi: zaburzenia pamięci krótkotrwałej, zmieniony osąd i zaburzenia koordynacji ruchowej zwiększające ryzyko urazów, ponadto częste stosowanie może pogłębiać skłonności do schizofrenii u osób, które te skłonności mają.

Po opublikowaniu raportu wielu zwolenników legalizacji ma dobre przeczucia. Umacnia je świadomość, że na czele ONZ stoi aktualnie António Guterres, który jako premier Portugalii nadzorował wdrażanie dekryminalizacji marihuany i innych substancji w Portugalii i zachwala efekty tej polityki przed organami ONZ.

Materiał powstał dzięki dofinansowaniu z NIW-CRSO w ramach PROO.